Loading
Kcal, czyli kilokalorie.

Kcal, czyli kilokalorie.

Trzeba to zaznaczyć, słowo „kaloria” to nazwa potoczna. Tak naprawdę skrótem „kcal” oznacza się kilokalorie. Możesz być lekko zdziwiony/a, ale kilokaloria żywieniowa (kcal), to ilość dostępnej przez trawienie pożywienia energii (a właściwie ciepła), jaka podniesie temperaturę jednego kilograma wody o jeden stopień Celsjusza. Ciekawe, prawda?;)

A czy Ty liczyłeś kiedyś kilokalorie? Jeżeli chodzi o ogólne metody jest to obok zwiększenia/zmniejszenia aktywności fizycznej następna metoda pozwalająca nam zmienić kompozycje naszego ciała. Jeżeli zaś chodzi o strategie żywieniowe nie jest to jedyna metoda (można również robić to bardziej intuicyjnie), ale z całą pewnością najbardziej efektowna.

Mechanizm jest prosty-dostarczysz więcej niż wynosi Twoje zapotrzebowanie waga wzrośnie, gdy dostarczysz mniej, waga zmaleje. I tak, patrząc czysto sylwetkowo (pomijając aspekty zdrowotne), nie jest ważne z czego dostarczysz kilokalorii. Różnica będzie jednak w objętości posiłków (chyba większość z Was widziała porównania jak wygląda dana ilość kcal jako słodycz a potem jako zdrowszy odpowiednik).

Biorąc pod uwagę nasze cele, rodzaj uprawianego sportu bądź aktywności fizycznej, warto jest zainwestować w wiedzę na temat podziału na makroskładniki-czyli ilości białek, węglowodanów oraz tłuszczów. Białko jest budulcem naszych mięśni (dlatego u kulturystów, jak i też ludzi uprawiających sporty siłowe jego wskazane spożycie jest wyższe niż u przeciętnego Kowalskiego). Węglowodany i tłuszcze są źródłami energii.

________________________________________________________________________________

Większość osób chcąc zrzucić nadprogramowe kilogramy popełnia poważny błąd.

Błąd ten zaczyna się na poziomie strategicznym, mianowicie jest to za późne podjęcie decyzji o spaleniu tkanki tłuszczowej-dzięki czemu zostaje mało czasu na cały proces. Co zazwyczaj wtedy robią ludzie?

Wchodzą w naprawdę głęboki deficyt kaloryczny. Kto nie słyszał o dietach rzędu 1000 kcal? Takie podejście zwyczajnie mnie przeraża, może wyrządzić więcej szkód niż korzyści. W skutkach możemy podupaść na zdrowiu, ze względu na brak odpowiedniej ilości składników odżywczych, minerałów, mikroelementów.

Dodatkowo trzeba wspomnieć o kwestii psychiki, wiem że dużo osób myśli że ich to nie dotyczy, sam taki byłem, dopóki nie poczułem jakiego można dostać „psychicznego” kopa, będąc przez długi czas w przesadzonym deficycie kalorycznym. Mało?

To wyobraź sobie, że oprócz tego wszystkiego, możesz to przeżyć a nie zyskać dokładnie nic. Jak to?

Musisz wiedzieć, że nasz organizm to całkiem inteligentna bestia :). Uwierz że potrafi zahamować proces spalania tkanki tłuszczowej mimo deficytu. Jak to?

Tak, że gdy odejmujesz kilokalorie przez dłuższy okres czasu nie myśli on „o, spoko pewnie jest na redukcji”. Odbiera to jako zagrożenie, podczas narastającego deficytu, dla naszego organizmu jest to kwestia utrzymania nas przy życiu. Co to znaczy? Że będzie się starał, mimo wszystko, zachować do końca ostatnie zapasy tłuszczu, dlatego bo stwierdzi, że pokarmu jest coraz mniej, i niedługo może go w ogóle nie być. Ma sens co? 🙂

________________________________________________________________________________

Zatem, skąd dowiedzieć się ile wynosi nasze zapotrzebowanie?

W internecie jest mnóstwo wzorów i kalkulatorów, tych dokładniejszych, oraz tych mniej dokładnych. Tylko jeżeli podchodzisz do tego długodystansowo, to dokładność nie ma jakiegoś wielkiego znaczenia. Dlaczego?

Nie istnieje żaden program ani sposób, który dokładnie wyliczy Twoje zapotrzebowanie. Każdy organizm jest inny, na całym świecie nie znajdziesz dwóch jednakowych. Niech Cię to nie martwi, wystarczy Ci przybliżona wartość, plus umiejętność obserwacji :).

W zależności od naszych celów, zrzucenia wagi bądź przybrania na wadze, odejmujemy albo dodajemy kilokalorie do tych z naszego (obliczonego, przybliżonego) zapotrzebowania. Wtedy już możemy dać się wykazać naszemu wzrokowi oraz wadze (osobiście bardziej ufałbym wzrokowi, waga bywa zawodna, nie bierze pod uwagę retencji wody jak i np comiesięcznej przypadłości kobiet).

Ile dodawać/odejmować? Tak jak wyżej, tysiąc organizmów, tysiąc sposobów. To może być 300, ale równie dobrze 700 kcal. Trzeba próbować, bawić się tym, naprawdę się opłaci. Chociażby dla uczucia możliwości swobodnego kontrolowania swojego wyglądu. Serio, piękne uczucie :).

________________________________________________________________________________

Jeżeli chciałbyś/chciałabyś się pobawić, mogę z czystym sumieniem polecić stronę tabele-kalorii. Ma imponującą bazę produktów z których codziennie korzystasz, nie wierzysz? Sprawdź :). Poniżej możesz zobaczyć zrzut z ekranu mojego aktualnego jadłospisu, oraz zdjęcie produktów z tabeli :).

Na żywo:

 

Jak już zapewne zauważyłeś moje wpisy są bardzo ogólne, stawiam na to bo myślę że jak ktoś ma się zainteresować danym tematem to postara się go zgłębić. Jeżeli nie wiesz gdzie szukać informacji, możesz zostawić komentarz, odpowiem każdemu :). 

7 Comments

Dodaj komentarz

  • Emilka
    30 sierpnia 2017

    Żeby schudnąć trzeba przede wszystkim jeść:) a to mało kto wie
    https://neoimiapolskiebrytyjczyki.blogspot.com

  • Filip
    17 sierpnia 2017

    Do liczenia kalorii dobra też jest aplikacja Fitatu 🙂 mam tylko jedno pytanie, jak rozdzielasz kalorie oraz makro na poszczególne posiłki? Makro w stałych proporcjach, czy np. na śniadanie więcej węgli? 😛

    • Oski
      18 sierpnia 2017

      Hej :). To już są kwestie indywidualne. Jednak warto pamiętać o kilku rzeczach, np: mądre jest umieszczanie największego posiłku przed treningiem, wtedy napewno będzie łatwiej trenować dłużej, bądź efektywniej. W kwestii śniadań to powiedziałbym że może sprawdzić się śniadanie bialkowo-tłuszczowe(jezeli śniadanie nie jest posiłkiem przedtreningowym). Białko dobrze „zapycha”, tłuszcze dają energię i można dotrwać bez węgli spokojnie do następnych posiłków :).

  • Monika
    14 sierpnia 2017

    Bardzo dobry tekst, ja od zawsze liczylam kalorie. Obecnie rowniez pragne wrocic do swojej wczesniejszej wagi a wiem ze dla mnie to jedyny ratunek wlasnie liczyc kalorie 😉

  • Natalie Forever
    13 sierpnia 2017

    W sumie to nigdy nie liczyłam kalorii. Staram się zdrowo i rozsądnie odżywiać, piję dużo wody i herbat oraz ćwiczę codziennie 🙂
    http://natalie-forever.blogspot.com/

  • Jarek
    12 sierpnia 2017

    Nad większością tych rzeczy nie zastanawiałem się bo jakoś nie miało to znaczenia. Ja jakoś nie miałem problemów z masą bo zawsze miałem nie dowagę, ale mojej dziewczynie zaczynam nabierać masę jaką muszę mieć.

  • Mateusz
    12 sierpnia 2017

    Kolejny bardzo dobry i cenny wpis. Ozi napewno skorzystam z twoich porad w mojej diecie. Dużo w tym poście ciekawostek nad którymi sie nigdy nie zastanawiałem. Mam nadzieje że twoje wpisy pomoga mi w osiągnięciu mojego celu, zdaje sobie sprawe że nie jest to łatwe i nie zrobię tego w miesiąc, ale dzieki tobie i temu jak potrafisz mnie zmotywować słownie czuję że dam rade!!!!