Loading
Życie, Żywienie

Poznaj efekt jojo.

Mogę przypuszczać, że większość z nas, chociaż raz była na „diecie”. Czy to przed latem, aby zrzucić kilka kilogramów zanim położymy stopy na gorący piasek, czy z ogólnej chęci poprawienia estetyki naszej sylwetki, by bardziej się podobać, chociażby sobie.

Zatem całkiem możliwe jest, że Ty też byłeś. Z początku to super zajawka, kurde, jak szybko znikają te kilogramy, chcesz zrzucić jeszcze więcej i więcej. Ale to super idzie! Do czasu…

Nagle napotykasz ścianę, waga przestaje schodzić, co gorsza, naprawdę masz już po uszy tej diety. Zjadłbyś w końcu coś normalnego. BUM! Gdy już się opamiętasz, zdajesz sobie sprawę, że kilogramy, które zrzucałeś miesiącami wróciły w zaledwie tydzień. Jak to możliwe?! A tak to, powitał Cię tak zwany efekt jojo. Nie martw się jednak zbytnio, nie jesteś wyjątkowy, statystycznie 90% ludzi, którym udało się zrzucić zbędny balast, wraca do wagi początkowej, bądź nawet dodaje co nieco :). Wiem, wiem starałeś się, ale od początku byłeś skazany na porażkę, wszystko przez złe podejście do całego procesu.

 

Realne cele.

Pierwszy błąd popełniasz jeszcze zwykle przed rozpoczęciem procesu spalania tkanki tłuszczowej. Nastawiasz się na wyścig, powinieneś bardziej na podróż :). Narzucasz na siebie cele, których nie da się (zdrowo) osiągnąć. Może pod wpływem reklam typu: „schudnij 10 kg w miesiąc”, może słuchając nieodpowiednich ludzi, dajesz zbyt mało czasu na spalenie sporej ilości tkanki tłuszczowej. Nie mówię, że jest to niemożliwe, skłamałbym. Jest to realne, jednak na pewno przypłacisz to zdrowiem. Ograniczając jedzenie zbyt agresywnie i szybko, nie będziesz dostarczał odpowiedniej ilości składników odżywczych, mikroelementów. Poza tym prawdopodobnie nasz organizm włączy funkcje obronną, będzie walczył, aby utrzymać jak największą ilość tłuszczu (z innych wpisów można było się dowiedzieć, że nasz organizm traktuje utratę tłuszczu jako zagrożenie, więc walczy, żeby przetrwać). Przez to spalanie tkanki tłuszczowej przestanie być efektywne, mimo znikomej ilości pożywienia oraz aktywności fizycznej. Krótko mówiąc, oczekiwanie rezultatów zbyt szybko, może przynieść więcej złego niż dobrego :)…

Zmiana nawyków > dieta.

Sztywna, nudna dieta może Ci się bardzo szybko znudzić, to normalne. Często prowadzi to do powrotu do wcześniejszych wyborów żywieniowych, co równa się z wróceniem do początkowej wagi. Skuteczniejszym rozwiązaniem jest zmiana swoich nawyków, zarówno żywieniowych jak i innych. Tych, które zadziałają jest kilka, są dość oczywiste: jedzenie trochę mniej, stopniowe zwiększanie aktywności fizycznej (w różnych formach), picie większej ilości wody, dostarczanie mikroelementów z warzyw i owoców czy liczenie kalorii i makroskładników. Nie zaleca się jednak wprowadzać wszystkiego naraz, na wariata. Lepiej wprowadzać nawyki po kolei, po jednym. Nawet jeśli to trochę potrwa, zyskasz nowy „lifestyle”, a do tego powinieneś dążyć, gdy chcesz utrzymać wymarzoną sylwetkę :).

Wrzuć na luz ^^.

Jeżeli nie masz ambicji by być zawodowym kulturystą (nie każdy marzy o lataniu w gatkach po scenie), to nie traktuj siebie jakbyś nim był. Gdy Twoim celem jest fajna, zdrowa sylwetka plażowa, serio nie musisz być super precyzyjny. Korzystaj z różnych narzędzi do osiągnięcia deficytu kalorycznego: zacznij trochę mniej jeść, zwiększaj powoli ilość aktywności fizycznej. Wtedy psychika pozostaje zdrowa, a to bardzo ważne, gdy chcesz uniknąć takich rzeczy jak efekt jojo czy niezdrowe relacje z jedzeniem (gdy po tym jak na niskokalorycznej diecie w końcu pękłeś i teraz potrafisz zjeść 6000 kilokalorii na raz). Pamiętaj że jeden wyskok to nie błąd, jeżeli po nim wracasz na właściwy tor. Można o tym bez konsekwencji zapomnieć i dalej robić swoje.

Nie bój się przerw.

Kiedy jesteśmy długi czas w deficycie kalorycznym, organizm przestaje efektywnie spalać kalorie, nawet mimo sporej aktywności fizycznej. Hormony dostają w kość, co gorsza zaczyna być słabiej psychicznie. Naprawdę nie ma na to kozaka i nie warto z tym walczyć, uwierz :). Wtedy świetną opcją jest diet break, czyli dwutygodniowy powrót na zero kaloryczne (czyli ilość kalorii potrzebna do utrzymania aktualnej wagi). W zależności od tego w jakim przedziale poziomu tłuszczu się obracasz, robi się to co 4-16 tygodni (im większy % tkanki tłuszczowej czas między przerwami się wydłuża). Co Ci to może dać? A to, że głowa odpocznie (odpuszczenie redukcji zazwyczaj ma więcej wspólnego z psychicznym aspektem niż fizycznym), oszukamy też trochę nasz organizm, pomyśli on że zagrożenie minęło i wracamy do życia, co pozwoli znowu efektywnie spalać tłuszcz. I nie przestrasz się, gdy waga skoczy o 1-1,5 kg, w większości będzie to woda i glikogen. Uznaj to jako mały krok w tył, by móc znów gonić do przodu :).

Co Ty gadasz?

Nie chcę żebyś myślał, że ja nie doświadczałem błędów. Doświadczyłem ich sporo, pewnie jeszcze kilka przede mną. Nie chcę jednak, żeby to co już wiem zostało tylko w mojej głowie. Dlatego piszę to wszystko. Efekt jojo? Znam się z nim dobrze, nawet raz wpadł do mnie. A na dowód wkleję tu post z mojego instagrama sprzed roku: