Loading
Życie

Tempo.

Tempo – kontrola.

Zatrzymałem się na chwilę. Po co? Odpowiedź, choć może wydać się śmieszna brzmi: by ze sobą pogadać. O dalszych planach, priorytetach, mniejszych sprawach (lecz koniecznych do wykonania by móc zrealizować priorytety) i wreszcie o tempie. Trudnym zadaniem jest utrzymanie harmonii, gdy na barkach zbyt dużo spraw a tempo zdecydowanie zbyt szybkie. Wiedząc to usiadłem, popatrzyłem na siebie z boku, bo obserwacja to ważny mechanizm, który pomaga mi w kalibracji EGO. Faktem jest, że równowaga wygrywa niemal w każdym aspekcie tego świata. Równowaga to dla mnie dojrzałość, równowaga to spokój.

Nie boje się rozmawiać szczerze ze samym sobą, jak i też, w razie potrzeby nie boje się zapytać obiektywnej osoby co sądzi o moim danym zachowaniu (warunkiem tu jest pewność, że ta osoba życzy mi dobrze). No i wyszło. Tempo zawyżone, delikatnie, lecz jednak. Za szybko bym chciał mijać niektóre ze szczebli (chociaż od początku byłem nastawiony na długą podróż). Ego (przynajmniej w moim wypadku) lubi się rozkalibrować, oczywiście w tak chytry sposób, że ciężko to spostrzec.

Tempo – łap oddech.

Wytłumaczyłem sobie (może lepsze słowo : przypomniałem) jak to miało wyglądać a jak aktualnie wygląda. Niby zwykły rachunek sumienia, odnoszący się do działań zarówno tych odległych jak i tych mniejszych – niby błahostek, które tak naprawdę są swoistym paliwem do działania i myślenia o dalszej perspektywie. Tak, uczucie skreślania kolejnych „sprawek” z listy to uczucie od którego łatwo można się uzależnić :).

Wracając do sedna tor pozostaje ten sam, zmniejszam jedynie bieg. W imię zasady: maraton nie sprint :).

Nie lubię optimum.

Chyba, że okresowo. Nie lubię jako podejścia do życia. No bo ile czasu tak naprawdę można być optymalny i robić wszystko optymalnie (pozostając zdrowy). Jak długo dasz radę być najlepszy, o najwłaściwszym podejściu w danym otoczeniu nie cierpiąc? Ile stresu to będzie Cię kosztowało?

Przewlekły stres wciąga w takie bagno, że potem trudno w ogóle wykonać ruch, a co dopiero być najlepszym. Łatwo się zagalopować, podkręcone tempo przez długi czas bez odpoczynku jest dobrym kamuflażem zbliżającego się upadku. Nawet zrównoważone osoby mogą temu ulec. Pomijając już stale rosnącą grupę ludzi, którym całkowicie popierdoliły się wartości. Dążących do bycia najlepszym gdzie tylko się da i w czym tylko się da. Ulegającym mamonie, gotowym wbić nóż w plecy by tylko być postrzeganym za lepszych. Jednak osiągających efekt odwrotny od zamierzonego – śmiech i żal. Życzę takim żeby się obudzili :).

Nawet śmieszne :).

Jak już tak poleciałem z tymi ograniczonymi, przypomniał mi się kawał, który ostatnio usłyszałem.

Klasyka. Facet łapie złotą rybkę.

-Trzy życzenia panie. Lecz warunek jeden. Co sobie zażyczysz, sąsiad Twój podwójnie otrzyma.

Dobra, co mi tam. Chatę chcę w wypasie.

Poszedł więc rybak do domu zastał chatę w luksusach, patrzy za płot a tam takie dwie. Niech to.

-Jeszcze furę chce rybo, wartość – co najmniej milion.

Patrzy rybak za okno stoi, piękna, błyszczy się. Podchodzi, rzut oka za płot a tam takie dwie! Gul skoczył, miara się przebrała.

– No to teraz rybo słuchaj. (Zatarł ręce rybakPozbądź mnie jednego jajka.

Takie, całkiem ludzkie co? Trochę też prawdziwe :). Równowagi, harmonii, rozsądku życzę Ci. Pozdro!:D